Pierwszy post o czymś.
No dość tego pieprzenia bez sensu, czas na coś.
A więc tak.
Całkiem niedawno przeczytałem W. Whartona ''Tato''. I muszę przyznać że dobre. Naprawdę dobre.
Cudownie opisane i wciągające. Piękna historia relacji syn-ojciec opowiedziana z dwóch perspektyw, co pokazuje różnice pokoleniowe. Fabuła tej powieści zaczyna się kiedy tata jednego z głównych bohaterów, odbiera go wraz z rodziną z domu opieki. Zaraz na początku książki akcja rozdziela się na dwa miejsca w czasie, co drugie rozdział mówi co sie dzialo przed odebraniem ojca, a pozostałem co sie działo po. Bardzo zaciekawił mnie taki zabieg, przyjemnie było eksplorować tą opowieść z różnych ''chwil''.
Zdziwiła mnie też dokładność z jaką autor opowiada nam tą historię, jakby to był dziennik czy wręcz materiał na scenariusz. Było to coś niesamowitego, i nie wyobrażam sobie żeby dało sie opisać takie sceny bez przeżycia ich, pokazuje to wspaniały warsztat autora.
Książka jest zdecydowanie warta polecania, potrafi wpłynąć na człowieka i dotknąć tej jednej specjalnej struny w duszy, a czasami wręcz gra na niej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz